W parze, trójkami, szóstkami… czyli konie w zaprzęgu pocztowym

Godziny otwarcia

Muzeum jest nieczynne

„Koń jaki jest każdy widzi” tak ks. Benedykt Chmielowski opisał w „Nowych Atenach” (pierwszej polskiej encyklopedii) to znane zwierzę. Jej pierwsza edycja miała miejsce w latach 1745–1746, gdy dzięki ich sile i szybkości, królowie, arystokracja, a także rzesze przedstawicieli nieco niższych stanów mogli się przemieszczać na znaczne odległości po drogach Europy.

Konie zostały udomowione ok. 6. 000 lat temu i były wykorzystywane – zazwyczaj – jako zwierzę wierzchowe lub pociągowe. Zwykle zwierzęta te żyją od kilkunastu do nawet trzydziestu lat, a najlepszy czas do ich roboczego użytkowania przypada między ich 3 a 20 rokiem życia.

Konie były ważnym elementem systemu logistycznego poczt i bez nich trudno sobie wyobrazić dawne przewożenie listów czy pasażerów.

Ilustracja nr 1: obraz olejny Włodzimierza Kuglera, namalowany w 1936 roku: „Sto lat temu”, w zbiorach Muzeum Poczty i Telekomunikacji we Wrocławiu.

O ich określoną liczbę musiał zadbać pochthalter każdej stacji pocztowej. „Ilość koni etatowych, które poczhalter obowiązany był utrzymywać, oraz dni biegu poczty były ściśle wyznaczone w kontrakcie”[1].

Podobnie jak ciężar, który zwierzę musiało „uciągnąć”. Jego wartość w przypadku czterokołowego wózka wynosiła czterysta sześćdziesiąt funtów, o czym wspominano w „Aktach szczegółowych Dyrekcji Generalney Poczt Królestwa Polskiego, tyczące się Stacyi w Kłodawie” w roku 1825. Wcale niemało, prawda?!

Niestety, nie mamy wiele informacji na temat warunków przetrzymywania i pracy koni, wykorzystywanych w pocztowych zaprzęgach. Wiadomo, że były trzymane w stajniach, zazwyczaj w dość przyzwoitych warunkach. Stajnie te najczęściej znajdowały się w bliskości wozowni i ulokowane były szczytem do drogi.

Wydaje się, że jako znaczący element funkcjonowania poczty, konie powinny być silne, wytrzymałe i dobrze traktowane, ale różnie to bywało. Pasażerowie XIX wiecznych dyliżansów, kariolek czy kurierek często skarżyli się na słabe czy wątłe konie, zbyt powolną szybkość przemieszczania się lub zgoła – jak Izabela Czartoryska – na zupełny brak koni w zajeździe: „Nazajutrz nocowaliśmy w Piotrkowie, gdzie poczta nie dysponowała końmi; po wielu godzinach oczekiwania i wysiłków zebrano je u okolicznych chłopów.” Widać nie zawsze wszystko funkcjonowało jak należy. Może gdyby księżna Czartoryska nie podróżowała ekstrapocztą – wcale nietanią usługą związaną z wynajęciem na cały czas przejazdu powozu i/lub koni – a zwykłymi liniami kursowymi, sytuacja przedstawiałaby się nieco lepiej?!

Wspomniany system logistyczny poczty zakładał stałe etapy podróży i wyznaczał dla nich określone działania.

Można by rzec, że podróż przebiegała stopniowo, zgodnie z wytyczonymi wcześniej ustaleniami, w ściśle ustalonych ramach czasowych.

Konie – teoretycznie – powinny być zmieniane na każdej stacji. Nie zawsze jednak tak było. Powody mogły być rozmaite: zazwyczaj był nim brak wypoczętych zwierząt, zdarzały się też sytuacje niecodzienne: koń nagle padł w drodze lub się rozchorował, a nowy jeszcze nie został sprowadzony…

Ilustracja nr 2: obraz olejny Karla Hansa Tagera, namalowany w 1890 roku: „Poczta wozowa w Jagniątkowie”, w zbiorach Muzeum Poczty i Telekomunikacji we Wrocławiu.

Pisząc o działaniach na przeprzęgach, warto wspomnieć o tym, że w przepisach dotyczących funkcjonowania poczt był także określony czas potrzebny do ich wymiany. W dzień pocztylion musiał „uwinąć się” z tym pół godziny, w porze nocnej miał na to godzinę. „Z czasem postój skrócono, początkowo do piętnastu, a następnie do pięciu minut w dzień i trzydziestu w nocy.” [2]

Umundurowanie pracowników poczt oraz pocztylionów było także jasno określone w cytowanych wyżej przepisach, co jest rzeczą powszechnie znaną. Ale nie wszyscy wiedzą, że wspominano w nich także o końskiej uprzęży. Warto w tym miejscu napisać, że z końcem 1839 roku „została wprowadzona dla koni pocztowych uprząż krakowska. Uprząż ta została sporządzona na koszt rządowy najpierw w liczbie 6 kompletów dla każdego z 26 głównych urzędów pocztowych Królestwa, a w roku następnym dla wszystkich stacyj pocztowych, położonych na głównych traktach; następnie uprząż krakowska została zastosowana na całym obszarze Królestwa”.[3] Dlaczego zdecydowano się na taki typ uprzęży? Możliwe że z powodu bogatego zdobienia poszczególnych jej elementów, które miały być wyróżnikiem poczty… Pisząc o miejscu i roli koni w dawnych środkach przewozu poczty i pasażerów, dobrze jest to w odpowiedni sposób zobrazować. Otóż, mniej więcej w połowie XIX wieku, w Królestwie Polskim długość wszystkich traktów pocztowych, które musiały pokonać konie była równa 6238 km. Sumaryczna ilość przejechanych przez nie kilometrów wynosiła 1.669.640 km[4]!

Warto o tym pamiętać także i dziś, a szczególnie w Dzień Konia, który przypada 30 kwietnia. Idealnym dopełnieniem tych informacji będzie obraz koni „w biegu”, który prezentujemy poniżej. Ponoć tylko dwie rzeczy – zgodnie ze słowami Honoré de Balzac’a – dorównują im pięknością…

Ilustracja nr 3: Mieczysław Wątorski „Dyliżans na Placu Zamkowym” – obraz malowany temperą z poł. XX w, w zbiorach Muzeum Poczty i Telekomunikacji we Wrocławiu.

 

[1] W. Polański, Jak przewożono pocztę polską w dawnych czasach, Dom Filatelistyczno-Wydawniczy H. Kamińskiego, Toruń, 1925;
[2] L. Lipińska, Środki przewozu Poczty Polskiej w XIX wieku, Technika i Eksploatacja Poczty, Nr 1-2, 2002;
[3] W. Polański, Jak przewożono pocztę polską w dawnych czasach, Dom Filatelistyczno-Wydawniczy H. Kamińskiego, Toruń, 1925;
[4] L. Zimowski, Geneza i rozwój komunikacji pocztowej na ziemiach polskich, Wydawnictwa Komunikacji i Łączności, Warszawa, 1972;